Mniejszości nie lubią polskiego nacjonalizmu
Lipiec 5th, 2010
Mapa gmin z rozkładem głosów w wyborach prezydenckich ma specyficzne właściwości. Oczywiście podejrzewa się podziały na Polskę A i B, różnicę w wykształceniu czy „miejskość” jako przyczyny trendów statystycznych.
Zaryzykuję tu inną teorię, którą można nazwać „z dziada, pradziada”. Jarosław Kaczyński (niebieski) zdobył więcej głosów na obszarach zamieszkałych przez polską ludność „starą”. Osiadłą na tych terenach od wieków i przywiązaną do tradycji ściśle polskiego i katolickiego patriotyzmu (cokolwiek to dziś znaczy).
Natomiast tereny zamieszkałe przez ludność nową, przesiedloną lub od zawsze wymieszaną, głosowały w większości za Komorowskim (pomarańczowy).
Zwrócę szczególnie uwagę na owe wymieszanie. Zarówno ludność Wielkiego Księstwa Litewskiego (Kresów) przesiedlona na zachód, jak Śląska Górnego, Dolnego, Cieszyńskiego, Opolszczyzny, Pomorzy obu, Warmii i Mazur, Kaszub była przyzwyczajona do życia wśród różnych narodów, obyczajów, państw, organizacji, języków. To wszystko sprawia, że ludzie ci, być może podświadomie, wystrzegają się zabójczych społecznie idei nacjonalistycznych, „prawdziwych Polaków”, katolików wyłącznych i bajd wyborczych o „roli Polski w świecie jako 10 potęgi”.
Często doświadczeni historycznie (Kresy) lub przyzwyczajeni do racjonalistycznej cywilizacji (Ziemie Zachodnie), ludzie z tych rejonów nie są skłonni ulegać wizji romantycznej, heroicznej i bezrozumnej wersji polskiego patriotyzmu.
Prawdopodobnie wielu z nich jest patriotami Rzeczpospolitej (jak ja), a nie Polski – co wielu się miesza.
Widać to szczególnie na obszarach wokół Hajnówki (Białorusini), Sejn (Litwini), Bieszczad (Łemkowie) – gdzie na Wschodniej Ścianie przemożnie głosującej na Jarosława Kaczyńskiego – wyróżniały się one mocnym zwycięstwem Komorowskiego. Najwyraźniej wschodnia polityka J. Kaczyńskiego postrzegana jest tam jako polityka anachronicznie nacjonalistyczna.
Prezes, Białoruś, Rosja… „To gorzej niż zbrodnia. To błąd.”
Czerwiec 28th, 2010
Wypowiedź publiczna Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie rozmowy o Białorusi i mniejszości polskiej z Rosją można doskonale opisać zdaniem wypowiedzianym kiedyś przez Fouche.
Bo cóż może nam w tej sprawie powiedzieć Moskwa? Dla ich interesów kłopoty Białorusi z polską mniejszością to skarb. Przez te kłopoty Białoruś naraża się Polsce oraz Unii Europejskiej – jedynym sojusznikom w okolicy, którzy mogą wspierać Białoruś w jej grze z Rosją. Dlatego nie jest w interesie Rosji, by sytuacja Polaków na Białorusi się w jakikolwiek sposób zmieniała.
A jak już, to lepiej, by się pogarszała. Odwrotna polityka (uprzywilejowanie wymuszone Polaków) może w długim dystansie pogorszyć postrzeganie preferowanych Polaków przez Białorusinów, jednak to strategia ryzykowna – zwiększenie kontaktów z Polską może zwiększyć atrakcyjność Zachodu w oczach Białorusinów. Teraz jedynym wzorcem cywilizacyjnym jest Rosja.
Naciski ze strony Rosji i wrogość ze strony Polski i UE sprawia, że Białoruś szuka sojuszu z Chinami – co sprawia, że zgłuszenie mniejszości polskiej staje się bezkarne.
Polityka dwustronna Polska – Białoruś, to główne narzędzie dialogu. Polepszenie stosunków z UE może być atrakcyjne dla Łukaszenki – jeżeli nie będzie wiązać się z bezpośrednią krytyką reżimu. Ten sam wyewoluuje, gdy społeczeństwo zmieni swoje zapatrywania na wartość cywilizacji Zachodu.
Neoimperialne (tak są odbierane) zapędy Polski PiS i byłego prezydenta są szczególnie źle przyjmowane przez silnie nacjonalistyczne narody Europy Wschodniej. Szczególnie, że w odróżnieniu od czasów Jagiellonów Polska nie jest ani atrakcyjna gospodarczo (Niemcy, Szwecja, Finlandia mają tu większe wpływy), ani kulturowo (Rosja, Szwecja są znowu wysoko).
Czy kobiety są mądrzejsze od mężczyzn?
Czerwiec 22nd, 2010

W czasie obrad ostatniego kongresu kobiet pojawiły sie przypowiesci o badaniach gdzieś w Ameryce przeprowadzonych, w których zwrócono uwagę na korelację miedzy zyskami firm a obecnością kobiet w managemencie. Firmy z kobietami były bardziej zyskowne.
Teza wyciągnięta z badań była taka, że należy zatrudniać kobiety do zarządów.
Nie wiem, czy poza korelacją, w badaniach zaobserwowano także powiązanie przyczynowo skutkowe, wiec pozwolę sobie ogólnie skomentować to proste rozumowanie.
Scenariusz 1
Teza z kongresu w przetlumaczeniu z języka poprawności brzmi tak: kobiety mają predyspozycje genetyczne mózgu, ktore dają im przewagę w zarządzaniu przedsiębiorstw. To teza prawdopodobna. Można założyć, że różnice statystyczne w pewnych zachowaniach czy motywacjach istnieją. Czy przekładają sie na przewagę w zarządzaniu? Może. A przynajmniej w przypadku niektórych rodzajów przedsiębiorstw.
Popatrzmy na inne możliwe interpretacje.
Scenariusz 2
W firmach odnoszących sukces w większym stopniu zwraca się uwagę na kompetencje przy wyborze kadr. Kobiety stanowią połowe populacji i generalnie mają już zbliżone możliwości edukacyjne do mężczyzn. Więc przy wyborze wg kompetencji naturalnym jest, że część managerow będzie statystycznie kobietami. Tyle, ze to nie ma żadnego związku z zaleceniem wyboru kobiet – wręcz przeciwnie – nie należy wybierać kobiet, a lepszych.
Scenariusz 3
W populacjach malp wyższych samice czesto podnoszą swój status w grupie dzięki świadczeniu uprzejmości seksualnych oraz budowie zależności opartych na prostych kontaktach (iskanie). Samce zaś budują swoją pozycje dzięki posiadaniu widocznego haremu. Łatwo zauważyć, że w przełożeniu na społeczności ludzkie i korporacje, takie zjawiska też występują. W przypadku modelu macho grupa dominujących męskich managerow będzie promować pewna liczbę kobiet w rolach kochanek lub dekoracji (hostessy, asystentki, członkowie zarządu ds. PR). Dodatkowo, zarowno u szympansow jak i ludzi mocno funkcjonują grupy samców-przyjaciół, do ktorych wstęp kobiet jest niemożliwy.
Bardzo agresywnie zarządzana firma z kulturą macho może odnosić sukces, ma kobiety wysoko w hierarchii (na stanowiskach dekoracyjnych), ale jest jak najdalsza od wizji feministek.
Czesto w małych firmach właścicielami są kobiety, bo w takiej firmie silnie występuje model 2 – kompetencyjny. W korporacjach są społeczności, czyli włączają sie mechanizmy naturalne i utrzymanie modelu kompetencyjnego wymaga wielkiej uwagi zarządu.
Model mechanicznego preferowania kobiet (parytet) jest szczególnie trudny do utrzymania, ponieważ jest przeciwny racjonalnemu modelowi kompetencyjnemu i jest na dodatek przeciwny naturze gatunku. Budzi opór zarówno ze strony rozumu jak i uczuć. Jako jedyne uzasadnienie pozostaje prosta eugenika o podłożu ideologicznym.
Tajemnicze błędy sondaży
Czerwiec 21st, 2010
W wyborach ostatnich wyniki dwóch firm badawczych wyraźnie rozjechały się końcowym wynikiem. Firmy najwyraźniej nie uwzględniły dostatecznie mentalności badanych. Pewna grupa wyborców skłamała lub nie udzieliła odpowiedzi. Tak dzieje się zawsze. Interesujące są powody takich decyzji.
- Część obawia się niezachowania dyskrecji i potencjalnych konsekwencji towarzyskich lub zawodowych.
- Część uważa, że jego opinia zostanie zignorowana lub przeinaczona. Ta sytuacja występuje często, gdy pytania słabo pasują do niektórych interpretacji rzeczywistości.
- Część akurat nie ma czasu lub ochoty.
- Część nie ma zaufania do badacza. Uważa, że ten reprezentuje odmienny światopogląd i będzie dążył do zmanipulowania wyniku.
Niedoszacowane były wyniki Jarosława Kaczyńskiego. Skąd więc szczególny opór do badań ze strony jego zwolenników?
W poprzednich wyborach parlamentarnych (gdy niedoszacowanie było podobne), po okresie rządu PiS przyznawanie się do popierania braci Kaczyńskich mogło być powszechnie uważane za wstyd (pkt. 1). Jednak teraz, po katastrofie smoleńskiej, gdy w dobrym tonie było okazywanie współczucia, gdy zwolennicy PiS wyszli na ulice masowo oraz otrzymali jasne poparcie Kościoła Katolickiego (jako instytucji wyznaczającej moralność), wstyd wymuszony konformizmem społecznym w rachubę nie wchodzi.
Pytanie było proste i jednoznaczne – na kogo głosowałeś. Pkt. 2 więc tu też nie zachodzi. Trudo uznać, że konstrukcja pytań źle opisuje rzeczywistość.
Pkt. 3 – brak czasu i ochoty – występuje zawsze i, wg relacji jednego z szefów agencji, mógł zawrzeć się w zwykłych paru procentach.
Pkt. 4 – brak zaufania – jest chyba tu główną przyczyną rozbieżności. W. Hołdakowski z SMG/KRC wspomniał, że 7% ankietowanych odmówiło odpowiedzi – wyjątkowo dużo, jak na ich dotychczasowe doświadczenia. Gdy więc odrzucimy te 2-3% na leniuchów, pozostanie 4-5% – dokładnie w zakresie rozbieżności wyniku na rzecz Jarosława Kaczyńskiego. Wynikał by z tego, że 1/9 jego wyborców nie ufa ankieterom pracującym dla Polsatu i TVN (mało kto zna nazwy agencji badawczych). TNS/OBOP robiący badanie dla TVP (telewizji silnie identyfikowanej z PiS) miał wyniki poprawne.
Nie trzeba być specjalnie przenikliwym, by zauważyć, że przez część wyborców PiS telewizje prywatne postrzegane są jako instytucje im wrogie, manipulujące informacjami o PiS, współpracujące z „wrogimi siłami” i niepatriotyczne. Do tego dochodzi przekonanie, o tym, że istniejące instytucje społeczne w państwie są skorumpowane i opanowane przez „spisek”.
Niewątpliwie poszczególne telewizje przejawiały „skłonności” w kierunku różnych ugrupowań, w różnym stopniu, jednak kluczowy tu jest próg braku zaufania, który u części wyborców PiS został przekroczony, a u pozostałych wyborców w stosunku do „konkurencyjnych” telewizji – nie został. Pozostało tam dostateczne zaufanie, że pomimo przeciwnych poglądów, telewizje przekażą same dane zgodnie z prawdą.
Dla nieufnych – instytucja wyborów również nie jest godna zaufania, nawet, gdy Jarosław Kaczyński odnosi sukces – ponieważ sukces ten jest okradziony i umniejszony w stosunku do rzeczywistego poparcia. Samo podanie informacji o głosowaniu postrzegane jest jako współpraca z „nimi”. Wyborcy ci postrzegają przywiązanie do charyzmatycznego przywódcy i partii w kategoriach religijnych i manichejskich.
Jest coś niepokojącego w fakcie, że tą, nazwijmy to „paranoiczną” grupę obywateli (obecną w każdym społeczeństwie) zagospodarowuje teraz akurat tylko PiS (na scenie politycznej). Można zaryzykować spostrzeżenie, że PO i SLD nie mają takiego elektoratu – badania dla TVP nie były skrzywione w drugą stronę.
„Obsługa” elektoratu skrajnego wymaga podtrzymywania uprzedzeń, odprawiania rytuałów, tworzenia miejsc świętych (Wawel) oraz konstruowania identyfikacji własnej poprzez rozróżnienie od „nieczystych” wrogów. Ta obsługa kosztuje PiS dużą część elektoratu rozsądnego i spycha Jarosława Kaczyńskiego w ten obszar politycznej dyskusji, gdzie jedynie dopuszczalnymi są argumenty populistyczne.
Wniosek badawczy dla agencji jest taki, że powinny one w większym stopniu uwzględniać szczególny, konkretny stan umysłów społeczeństwa, niż tylko statystykę.